Górnik Zabrze wciąż w wysokiej formie; ŁKS poza Ekstraklasą

Gra Górnika w piłkęPolska PKO BP Ekstraklasa od lat jawi się jako twór nieprzenikniony. Jej największą zaletą jest to, że nieraz brakuje w niej łańcucha przyczynowo-skutkowego. Ile razy prezentująca się świetnie ekipa przyjeżdżała do czerwonej latarni ligi i z łatwością dawała się pokonać? Nie wspominając już o folklorze Pucharu Polski, gdzie niemal co roku w gronie ćwierćfinalistów znajdują się ekipy z niższych lig. Można zatem było obstawiać niespodziankę we wtorkowym pojedynku pomiędzy solidnym Górnikiem, a szorującym o dno tabeli ŁKS-em.

Senna pierwsza połowa z niezłym akcentem w końcówce

Ale nie tym razem! Właściwie pewni utrzymania goście w pierwszej połowie nie forsowali tempa, rozbijając budowane mozolnie (i nieudolnie) ataki gospodarzy. Dopiero w samej końcówce pierwszej odsłony podopieczni trenera Brosza zdecydowali się nieco mocniej nacisnąć na rywali i błyskawicznie otrzymali za to zapłatę. Po szybkiej, sprytnie rozegranej akcji Janzy i Angulo bramkę zdobył Vasilantonopoulos. Gospodarze spróbowali natychmiast wyrównać, ale uderzenie z dystansu Domingueza wyraźnie minęło słupek.

Przebudzenie

Gol do szatni przekonał trenera gości do podjęcia większego ryzyka po przerwie, w efekcie czego otrzymaliśmy całkiem strawną drugą odsłonę, w której nie brakowało trafień. Już w 55. minucie świetny odbiór Ściślaka napędził akcję Górnika. Jimenez wypuścił w uliczkę Giakoumakisa, a ten, już w polu karnym, dziubnął futbolówkę obok Malarza i dał się sfaulować. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Igor Angulo i choć polski bramkarz wyczuł kierunek strzału, uderzenie było zbyt precyzyjne. Wspomniana akcja bramkowa zmotywowała faulowanego wówczas Greka i ten, minutę po bramce na 2:0 po raz kolejny wykorzystał błąd Malarza. Giakoumakis otrzymał podanie od Jimeneza i strzelił dość niechlujnie, ale choć piłka musnęła jeszcze palce byłego gracza Legii, ostatecznie zatrzepotała w siatce.

Kropla miodu w beczce dziegciu

Choć ŁKS mentalnie był poza Ekstraklasą już od bardzo dawna, to dopiero porażka z Górnikiem miała oficjalnie zatwierdzić spadek podopiecznych trenera Stawowego do I Ligi. I być może ta myśl wpłynęła nieco na Rycerzy Wiosny w końcówce, gdy Sobociński sprytnym strzałem po rzucie rożnym zdobył honorową bramkę dla gospodarzy.

Obstawiamy powrót za rok?
 
Trudno powiedzieć, co spotka dalej obie ekipy. Górnik wyrósł na lidera grupy spadkowej Ekstraklasy, a po przerwie spowodowanej pandemią nie przegrał jeszcze spotkania. Mimo tego kibice zabrzan mają do swoich ulubieńców dwa zarzuty. Po pierwsze, Górnik miał w tym momencie sezonu rozgrywać spotkania w grupie mistrzowskiej, a po drugie trener Brosz niemal całkowicie zrezygnował z wprowadzania na boisko młodzieży. Teraz, gdy do matematycznego utrzymania brakuje zaledwie punktu, ta tendencja być może się zmieni.

Czy ŁKS natomiast szybko wróci do Ekstraklasy? Ostatnim razem łodzianie tułali się po niższych ligach przez siedem lat. Doświadczenie pokazuje, że nie tak łatwo wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej po spadku, a przy tym trzeba przyznać, że ŁKS to jeden z najsłabszych zespołów Ekstraklasy ostatnich lat. Nie chcę uprawiać czarnowidztwa, ale obstawiam, że przy całej nieprzewidywalności polskiej piłki, w tym przypadku tendencja ta może zostać zachowana. Zainteresowanym polecam obstawianie wszystkich wyników Ekstraklasy na Betfan.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.